niedziela, 30 września 2007

zapaliłem :)

Wczoraj byłem sobie na grzybkach :D Fajnie tak pochodzić po lesie i o niczym nie myśleć. No może poza tym by znaleźć więcej grzybów od kumpli :D Bocian zebrał więcej niż ja z Krzyśkiem. Trudno. Ważne, że było miło i dzisiaj jedliśmy zupę grzybową :D Po powrocie z grzybów. Ugadałem się z Jackiem, że przyjedzie. Jednego zapalił w pokoju przy oknie ale resztę na balkonie i tam właśnie zapaliłem. Nie z powodu wielkiej chęci, nałogu. Tak by zobaczyć jak to jest. I teraz się ciesze, że nie pale. Jacek jeszcze parę razy mnie częstował ale po jednej, w zasadzie połowie fajki wiedziałem, że dobrze robie :)

wtorek, 25 września 2007

Wtorkowa niemoc

Po przecudownej wycieczce do Wiednia na której w sumie nie miałem żadnych problemów z fajami. No może poza jednym wieczorem kiedy to już prawie wziąłem fajkę częstowany przez Rafała. Wróciłem do stanu wyjścia, a może jeszcze gorzej bo palić mi się chce nie tylko wieczorami. Jak to do tej pory miało miejsce, ale również w czasie pracy i z rana przed pracą. Chyba wpadłem w jakiś dołek. Prawie ciągła chęć zapalenia, potęguje się z dnia na dzień. Mam nadzieje, że wytrzymam.

czwartek, 20 września 2007

Nałóg ... to mało powiedziane !!

Co wieczór mnie ciągnie, dzisiaj to już prawie zapaliłem. Ostatnim razem jak rzucałem było mi chyba łatwiej, nie pamiętam za bardzo. Ale to chyba oznacza, że nie było takich problemów, bo problemy to się pamięta. FUCK !!! Może tym razem mam więcej problemów i jestem bardziej podatny na zachciehujki (tak sobie z Kasią mówimy na zachciewajki :). Zmęczenie, brak spokojnych dni. Cały czas w biegu. Henia sobie strzele i będzie dobrze. Tylko bym przez te fajki nie wpadł w drugi nałóg ;)

niedziela, 16 września 2007

weekend

Piątkowy dzień w pracy nie zapowiadał tak fajnego weekendu :). 8h minęło dość szybko ale też bez żadnych rewelacji. Wracając po pracy byliśmy z Kasią świadkami wypadku. Dosłownie na naszych oczach zderzenie i jeden z samochodów dachuje. Jechaliśmy z 20 m za tym samochodem a między nami nikt. Wszystko widzieliśmy :( Na szczęście nikomu się nic większego nie stało. Wezwałem pomoc, kilka siniaków i zadrapań. Przynajmniej tyle było widać na pierwszy rzut oka. Byłem w wielkim szoku. Na moich oczach mogli zginąć ludzie!!! Nie wiem czy coś jeszcze powinienem zrobić. Zostawiłem świadkowi zajścia nr tel. by dał policji jakbym był im do czegoś potrzebny i pojechaliśmy.
Rozmyślając co by było gdybym ... jechał szybciej, ... nie wpuścił tego samochodu przed siebie ..., winowajca jechał trochę wolniej, itp. dojechałem do domu. Przeleżałem 2h na łóżku. Później z Kasią pojechaliśmy na octoberfest, fajnie było. Kasia się dobrze bawiła, było widać, że znowu się uśmiecha i potrafi się śmiać do rozpuku :) Cieszy mnie to :) Powrót po 01:00 w sobotę. Z rana wspólne zakupy i przygotowania do małego spotkania rodzinnego. Spotkanie bardzo udane. To chyba pierwsza impreza w której Kasi tak dużo pomagam. A najlepsze jest to, że sprawiło mi to bardzo dużo przyjemności :D Nawet spotkanie przebiegło nadzwyczaj miło. Bez kompa i fajek życie wygląda zupełnie COOOOOLLL !!!!

czwartek, 13 września 2007

Kolejny dół???

Już tak się cieszyłem, że mnie to gówno nie ciągnie a tu myk i już mi się chce. Kolejny dzień który zaliczyłbym do walecznych. W pracy nie miałem czasu nawet pomyśleć ale po. Ho ho. Taka mnie dopadła chęć, że już dawno tak mi się nie chciało. Kiedy to się skończy, przecież nie chce palić !!!

środa, 12 września 2007

Środek tygonia

W pracy zamęt, termin realizacji minął, więc się trochę nerwówka zrobiła. Ja już się chyba przyzwyczaiłem do tego. Co chwila się termin projektu kończy i trzeba przysiąść czasami po godzinach :) Fajki mi w sumie nie są potrzebne, prawie o nich nie myślę. Dzisiaj to chyba o nich zapomniałem. Chociaż teraz jak piszę to chyba bym zapalił. Dziwne uczucie. Nie chce palić bo to śmierdzi itp. ale żal mi tych dymków. Dymu który się kłębi wokół. Brak mi tych chwil sam na sam z dymem.

wtorek, 11 września 2007

Tygodniowa spowiedź

Po wtorkowej wielkiej wtopie kiedy to zrobiłem z siebie ... (pisząc idiota i/lub cham, obraziłbym te osoby). Miałem ciężki tydzień, stres, tęsknota, brak widoków na przyszłość. Ogólnie wielki, wielki dół. Na szczęście moja Kasia pomogła mi i teraz znowu żyję. Z wielką blizną na psychice i sercu ale żyję. Jak to mawiał mój przyjaciel: Złego diabli nie biorą. Chyba się to sprawdza w moim przypadku. No ale styka użalania się. Nie pale to mnie cieszy. ZERO fajek przez ten ciężki okres, potrafię zwyciężać bitwy, nie jest ze mną aż tak źle :)

poniedziałek, 3 września 2007

Nie lubię poniedziałków ...

Ten jednak należał do bardzo fajnych dni, mimo problemu z softem w pracy.
Kilka meczyków, instalka kilku programów. I przez całą prace ani myśli o papierosach. Dopiero po pracy taka mnie naszła myśl, że bym sobie zapalił. Ale odleciała szybciej niż się pojawiła.
Wieczorem jest jednak najgorzej. Porównanie do choroby która wieczorem nabiera na sile, jest chyba najwłaściwsze.

niedziela, 2 września 2007

Fajki !!!

Jak mi się chce palić, dosłownie wariuje!!!
Nie ma fajek to wcinam pozostałości po obiedzie :/ Błąkam się po mieszkaniu w poszukiwaniu czegoś co gdzieś zgubiłem. Wiem dobrze gdzie są ale idę po Henia (tak z Kasią nazywamy Heineken'a). Muszę się czymś zająć. Projekt który miał mi zająć całą niedziele zrobiłem w 3h. Z jednej strony dobrze ale z drugiej ... . Wracam do piwka i może w coś zagram :) To powinno mi pomóc.

sobota, 1 września 2007

dołująca sobotnia

Sobota, pełna napięć i niepotrzebnych spięć przebiegła szybko. Bardzo mi się chciało dziś zapalić. Chyba tak samo jak drugiego dnia. Udało się ale ofiar było tak dużo, że nie wiem czy to zwycięstwo. Mając nadzieje, że kolejne dni nie będą takie męczące i dołujące kładę się spać. 6 dni :D

Piątkowa noc

No i jestem 1:30. Jestem z siebie dumny. Moja żonka mniej bo wypiłem trochę, ale mogę pisać to w sumie nie jest tak źle :D Ale do rzeczy, nie zapaliłem ani jednego :DDDD Mimo, że piwko się lało strumieniami to nie zapaliłem a zawsze paliłem jak smok przy piwie. Dobrze mi idzie tylko tak dalej.