środa, 5 grudnia 2007

Palacz, już bez nawiasu

No i znowu pale. Kupuje fajki. Wróciłem, mam nadzieje że nie na długo bo bardzo mi się podobał okres bez fajek. Więcej kasy, lepsze samopoczucie. Na szczęście w życiu prywatnym jest lepiej więc nie nażekam :)

niedziela, 25 listopada 2007

Myślenie nie boli

Czym częściej myślę tym lepiej rozumiem siebie i otaczający mnie świat. Widzę swoje wady, błędy i pomyłki. To, czy tą wiedzę dobrze spożytkuje to już inna sprawa. Ważne jest to, że wiem co jest złe. Nie można do końca życia uciekać przed samym sobą. Udawać, że wszystko jest ok. Trzeba zrozumieć co jest dla nas ważne i co tak naprawdę chcemy robić. To bardzo miłe uczucie wiedzieć, co jest nie tak. Już długo nie czułem takiego spokoju. Dziękuje Ci Kasiu za pomoc :)

niedziela, 18 listopada 2007

jestem niewolnikiem

Kierują mną zachciechujki, dla nich żyje i tylko one są ważne?
Nie. Moja Mama pokazała mi, że można z nimi walczyć. Ale czy mam na tle siły by wygrać? Jak na razie one wygrywają i to mocno. (Pisząc to pale fajkę.)
Chciałbym być tak silny jak moja mama.
Jestem Mamusiu Twoim fanem. Pokazałaś mi drogę którą powinienem iść.
Czy jestem na tyle silny by nią pójść?
Czas pokaże.
Teraz jestem wdzięczny, że mogłem żyć koło mojej Mamy. Nie zawsze to doceniałem. Teraz wiem, że walczyć trzeba. Dla samego siebie. Dla pamięci. Dla zasad jakie we mnie Mama wpoiła. Przepraszam Cię Mamusiu za to, że nie doceniłem tego póki żyłaś !!!
Postaram się nie zniszczyć tego co razem dokonaliśmy.
Kocham Cię.
Nie mogę się z Tobą pożegnać, jeszcze nie. Brakuje mi Ciebie.
Jaki ja byłem głupi !!! Przepraszam !!!
Daj mi siłę bym mógł być Ciebie godnym.

niedziela, 11 listopada 2007

nie widząc celu

Powinienem zmienić życie, tak wynika z moich obserwacji.
Coraz mniej ludzi ze mną rozmawia. Coraz mniej chce usłyszeć co ja powiem.
Wcześniej o tym nie myślałem, jednak po kilku dekadach nachodzą mnie takie myśli.
Przetoczyło się przez moje życie trochę ludzi i z żadnym z nich nie mam przyjacielskich stosunków. To chyba świadczy najlepiej jaki jestem.

Nadszedł czas samotności. Czas zastanowić się nad dalszą egzystencją.
Brakuje mi celu, nie mam już marzeń. Żyje dniem dzisiejszym.
Czy oto chodzi w powiedzeniu carpe diem? W moim przypadku usprawiedliwieniem mojego działania. Chyba Horacemu chodziło o coś innego.

Wszystkie postanowienia umierają w dniu powstania. Jutro już nie są ważne. Tak to się u mnie odbywa. Robie tak by było mi dobrze.
Mam ochotę zapalić to pale a przecież postanowiłem nie palić. (Dziś już 3 spaliłem).
Miałem więcej czasu i uwagi poświęcać Kasi ale jak tylko mam ochotę to gram w ET lub robie to co zawsze, czyli siedzę przed kompem.
Miałem nie ranić ludzi ale mój język jest szybszy od mózgu (jeżeli jakiś jeszcze posiadam). Dopiero po wywaleniu z siebie całej serii słów dochodzi do mnie, że pierdole głupoty.
Jak ja siebie czasami nienawidzę!!!

wtorek, 6 listopada 2007

Kolejna ...

Kolejna ... fajka zapalona. Czy to kolejna ... porażka?
NIE. To tylko oznaka słabości.
A może właśnie nie słabości.
Po prostu chciałem zapalić.
Pewnie.
To jest oznaka słabości.
Fajka mną rządzi bo zapaliłem. Taka jest prawda.

Czy kupno nowych butów też jest nałogiem? Przecież bardzo tego chce.
To nie jest nałóg.
Ale co jest nałogiem?
Przecież zachciechujki mamy często. Nawet częściej niż raz dziennie.
Zresztą czym byłoby życie bez naszych nałogów, zachcianek czy zachciechujek?
To są nasze pragnienia, coś co uświadamia nam, że żyjemy i jesteśmy niewolnikami naszych pragnień.
Każdy ma swój nałóg, ja palę. Ktoś inny jest pracoholikiem. Ktoś inny ...
Każdy ma coś co go wyróżnia, coś co sprawia, że życie jego jest krótsze ale za to bardziej ciekawe.
Jeszcze chwila i bym sam siebie przekonał ... :)
Do czego?
A jak myślisz?

Jak wrogowie

Od kiedy rzuciliśmy palenie, rzuciliśmy też nasz związek. Teraz już tylko kłótnie i wzajemne wypominanie i szczekanie. Jakbym wiedział, że powrót do fajek scementuje nasz związek to już teraz pobiegłbym do sklepu. Nawet po cały karton. Oszukuję się? A może to jest jednak skutek uboczny? Czas pokaże. Już coraz mniej go dla nas zostało :(

sobota, 3 listopada 2007

Czy to jest koniec?

Coraz rzadziej chce mi się palić. Nawet jak najdzie mnie taka ochota to jest o wiele mniejsza niż wcześniej. Bardzo mnie to cieszy. Może kiedyś to świństwo całkiem o mnie zapomni. Martwią mnie tylko stosunki z Kasią. Oddalamy się od siebie. Źle powiedziane. Jesteśmy już bardzo daleko od siebie i nadal płyniemy w przeciwnych kierunkach. Czy to jest koniec? :( Boje się pomyśleć co będzie dalej.